Rozdział 1
*Oczami Harry'ego*
Muszę zejść na śniadanie co za nieszczęście w tym okropnym domu nie można nawet zjeść w pokoju który też nie był najlepszy. I tak stąd nie wyjdę bo mam szesnaście lat, a nikt nie chce adoptować nastolatków. Jestem w sierocińcu, heh od dziecka i przyzwyczaiłem się już do tego, że nie mieszkam w wygodzie. Dziele pokój z trzema chłopakami za którymi nie przepadam, a jeszcze doszło do tego, że za dwa dni przychodzi nowy. Pokój nie jest za duży jest ciasno i brudno bo oni nie sprzątają, ja zawsze sprzątam nie lubię bałaganu! Ac co się tyczy łazienki to gorszy bałagan i ciężko się dostać jak te strojnisie się szykują po godzine.-Louis kurde wyłaź bo zaraz przyjdzie Marlen i mnie zbeszta- krzyknąłem na niego bo siedzi w łazience pół godziny, a ja jeszcze nie byłem.
-No idź już- powiedział wychodząc to tak jak by chciał mnie zabić i pewnie zrobił to specjalnie, abym się spóźnił na lekcje.
Pięć minut później zszedłem na dół do jadalni, jeśli można to tak nazwać.
-Znowu spóźniony co to ma znaczyć czy ja mam ci nie dawać jedzenia, abyś się nauczył?- opryskliwym głosem mnie spytała Marlen.
-Przepraszam- powiedziałem to co zawsze.
Napiłem się mleka i przegryzłem tosta, ale i tak byłem już spóźniony na lekcje z panią Kodrą.
Wszedłem do klasy i poszedłem na swoje miejsce.
-Dziesięć minut temu zaczęła się lekcja, a ty teraz raczysz przyjść, wielki królewicz, miło nam, że w ogóle raczyłeś przyjść- krzyczała na mnie, ale mi to wisi i tak mimo spóźnień mam same piątki.
Od razu po lekcjach poszedłem do pokoju. Powaliłem się na łóżko, które było niewielkie, a pościel była w szkocką kratę. Chciałem być sam lecz to się nie udało. Wszedł Liam i podszedł do mojego łóżka.
-Hej co tam? Może zaczniemy ze sobą rozmawiać?- spytał się mnie miłym i przekonującym głosem.
-Wiesz nie wiem, sory ale chyba muszę odrobić lekcje- chciałem go spławić ale mi się nie udało.
-To odróbmy razem- zaproponował i nie dawał za wygraną.
-Nie dzięki, dam sobie radę- oschle mu powiedziałem.
-No dobra trudno- ze smutkiem się zgodził i odszedł.
Przez cały dzień nie wychodziłem z pokoju. Około dwudziestej do pokoju weszła Marlen z tacą.
-Nie było cię na obiedzie więc przyniosłam ci kolacje- sympatycznie powiedziała mi po co przyszła.
-Dziękuje, ale nie trzeba było, nie jestem głodny- odmówiłem spożycia posiłku.
-Do śniadania masz to zjeść, bo inaczej będziesz jutro pomagać w kuchni- powiedziała.
-Dobrze- odpowiedziałem tak aby ją uspokoić i po to, aby sobie już poszła. Przygotowałem się i poszedłem się położyć. Niestety przyszli oni czyli Niall, Louis i Liam. Też się położyli i wszyscy poszliśmy spać.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Więc pierwszy rozdział już za nami.
Super! ;*
OdpowiedzUsuńŚwietne
OdpowiedzUsuńChce drugi rodzial! 😍❤
OdpowiedzUsuńGenialny :3
OdpowiedzUsuń