środa, 13 maja 2015

  Rozdział 5

Dochodząc na miejsce widzę trzech kolesi Max'a, Carl'a i chyba Cris'a. 
-No, no, no jakie fajne spotkanie -mówi oschłym głosem Max
-Czego chcecie? -pytam
-Zmieniłeś się wiesz? Chcę tego co zawsze Harry, oddaj mi to co mi się należało, ale majątek ojciec zapisał na ciebie -powiedział coś co mnie zatkało
 -Co? Jaki majątek? Skąd znasz mojego ojca? -zadawałem pytania
-Masz na koncie w banku spadek po ojcu, są tam tysiące dolarów, dość dużo, a jeszcze ta szkatułka od matki z jej najdroższą biżuterią. Wszystko oczywiście jest dla ciebie -tłumaczy
-Nie rozumiem  czemu się tak bulwersujesz przecież jestem ich synem -mówię
-Ja też nim jestem. Jesteśmy braćmi. Jestem rok młodszy, oczywiście ten gorszy -fuka
-Co? Nie wierzę, ale jeśli bardzo chcesz tego majątku to się nim z tobą podzielę -zapewniam go
-Chcę majątku, ale nic tak nie pragnę jak twojej śmierci -mówiąc to wyciąga naładowany, mały pistolet z kieszeni od bluzy
Zaczynam się cofać, nie wiem co mam zrobić.
-Boisz się śmierci co? -pyta z uśmiechem na twarzy
 Nic nie mówię tylko cofam się dalej, aż natrafiam na ścianę wiem, że już nie ucieknę zostałem otoczony. Zamykam oczy i słyszę strzał, czuję przerażający ból w prawej nodze. Krew sączy mi się z rany, nie mogę ustać na nogach. Słyszę następny strzał, a ból przenosi się na lewe ramię. Tracę widoczność, nic nie widzę i upadam uderzając głową o beton. Ostatnie co słyszę to słowa Max'a.
-Ej w nogi ktoś tu idzie, następnym razem go dopadniemy

~~~~~~. . . . . . . . ~~~~~~

Budzę się chyba w szpitalu, ból powraca zaczynam sobie przypominać co się stało. Widzę jakiegoś obcego faceta, jest dziwny.
-Kim pan jest? -pytam ledwie słyszalnym głosem
-Jestem Robis, znam cię chłopcze, nie pytaj skąd, wezwałem pogotowie dlatego tu jesteś -tłumaczy
-Dzięki -zwijam się z bólu
Ten facet wstał i wyszedł. Do sali wbiegła Amy.
-Harry! -krzyknęła z łzami w oczach i przylgnęła do mnie, objąłem ją zdrową ręką.
-Dzień dobry -powiedziała ruda stojąca w drzwiach
-Dzień dobry, jak tam Amy u ciebie? -uśmiecham się mimo piekielnego bólu
-Dobrze, jest super tylko ciebie mi brakuje, a co ci się stało? -zapytała
-Wiesz taki tam wypadek nic takiego -kłamię jej prosto w oczy, ale nie mogę jej powiedzieć co się stało naprawdę
Po odwiedzinach Amy i tego babska przyszła Marlen. Była jakaś znużona jak by wcale nie spała i na dodatek była smutna. Podeszła do mnie i usiadła obok.
-Harry jak się czujesz i co się wydarzyło? -pyta zmartwionym głosem
-Nawet dobrze się czuję tylko, że to cholernie boli. Co się stało pytasz? Więc hmm...zostałem postrzelony przez Max'a -mówię
-Słucham? Mówisz m-m-Max'a? Boże wiedziałam, że on jest dla ciebie niebezpieczny, martwiłam się o ciebie -jej głos drży wymawiając jego imię
-Wiedziałaś o tym, że jest moim bratem? -pytam
-Tak ale... -zaczęła się tłumaczyć
-Jak mogłaś mi nie powiedzieć, ja ci ufałem, traktowałem jak matkę, a ty mi nie powiedziałaś, że jakakolwiek moja rodzina żyje, tylko on jest moją rodziną -unoszę na nią głos
-Harry to było dla twojego dobra, a powiedź czy ty uważasz go za rodzinę skoro zadał ci ból. On chciał cię zabić zrozum to, to nie jest żadna rodzina -słyszę że Marlen się denerwuje 
-Wiem co zrobił i co chciał zrobić lepiej od ciebie, ale on taki nie jest to przez naszych rodziców taki jest, ponieważ ja dostałem po nich wszystko, a on nic, jemu tez coś się należy -tłumaczę jej ze złością
-Dobra nie chcę się z tobą kłócić więc ja już pójdę. To naprawdę nie jest wina twoich rodziców
Gdy poszła myślałem o tym i nie zmieniłem zdania to na 100% ich wina. Próbuję wstać lecz się wywracam i leżę jak długi na podłodze. Wiem że wyglądam śmiesznie co potwierdza śmiech Louis'a wchodzącego do sali.
-Stary co ty robisz? -pyta ze śmiechem Louis
-Chciałem stąd iść lecz jak widać się wywróciłem -próbuję się śmiać lecz z tym piekielnym bólem nie mogę
Zayn i Liam pomagają mi wstać i na moje nieszczęście znowu kładą mnie na to szpitalne łóżko. Jest ono strasznie niewygodne i trochę skrzypiące. Ta szpitalna biel mnie przeraża.
-Liam pogadaj z lekarzem, chcę już stąd wyjść, proszę -to ostatnie słowo wywołuje u mnie grymas na twarzy
-Dobrze pogadam -uśmiecha się i wychodzi
Ja rozmawiam z chłopakami o drużynach piłkarskich, Nigdy nie lubiłem piłki nożnej, a teraz przekonuję się do tego sportu. Stwierdzam że moim ulubionym piłkarzem jest Neymar Jr.
Gdy wchodzi Liam przechodzimy na temat dziewczyn. Wszyscy jesteśmy singlami więc nie mieliśmy o kim opowiadać, chodź opowiadaliśmy o swoich byłych.
-No więc Harry musisz po prostu chodzić dopiero stąd wyjdziesz -mówi Liam
Gdy to słyszę to się załamuje , już przed chwilą próbowałem chodzić i co? Leżałem na podłodze, tyle z tego wyszło. Rozmawiamy z chłopakami dość długo. Dopiero około wieczoru chłopaki idą, a ja zostaje sam. Leżę sam na sali i cieszę się z tego. 

  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Postanowiłam jednak pisać dalej mimo tego że nikt tego nie czyta. Po długiej przerwie wstawiam ten rozdział i mam nadzieje że ktoś go przeczyta.

Następny rozdział = 3kom

 

sobota, 18 kwietnia 2015

Witam

 Więc chcę powiedzieć że zastanawiam się nad usunięciem lub skończeniem pisania tego bloga. Nikt tego nie czyta ani nie komentuje. Napisałam w 4 rozdziale że abym dodała następny ma być 5 komentarzy a są tylko dwa. Więc ja się pytam czy to ma sens? Ostatni post dodałam 22 marca a jest już 18 kwiecień niedługo będzie już miesiąc. Jeśli się nic nie zmieni przestaję pisać tego bloga. :/ Jeśli to przeczytałaś/eś to dziękuje ^-^ Jeśli chcesz abym dalej prowadziła tego bloga to skomentuj :)



niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 4

Tydzień po śmierci ojca Amy było już w porządku. Była ona cały czas uśmiechnięta. A ja, znaczy my dobrze się z nią bawiliśmy. W pewien wtorek Marlen zawołała Amy do biura co wiadomo co znaczyło. ktoś chciał ją adoptować. Okropnie mnie zdziwiło to, że po chwili mnie też tam zawołali. Wchodząc do biura zauważyłem siedzącą kobietę, z twarzy strasznie niemiła, to pokazywał też rudy kolor włosów.
-Więc to ty jesteś Harry, witam - powiedziała kobieta 
-Cześć - burknąłem
-Ja chcę adoptować Amy, ale ona mówi że bez ciebie nigdzie nie idzie, więc wezmę was oboje - tłumaczy
-Ja nigdzie nie idę - mówię
-Nie widzę, aby nauczyli cię jak rozmawiać z dorosłymi, trochę szacunku chłopcze - mówi to w taki sposób, że jest mi niedobrze
-Nauczyli, a jak pani nie widzi to niech se pani kupi okulary - krzywię się do niej
-Harry uspokój się - zwraca mi uwagę Marlen
-U mnie bym cię wychowała normalnie, a nie tak jak w tym okropnym domu dziecka, no ale cóż nie chcesz iść ze mną to nie, a mógłbyś mieć normalną rodzinę - mówi mi ta przeklęta suka
-Pani by mnie wychowała? He he za późno bo mnie wychowała, już Marlen i to bardzo dobrze. To miejsce nie jest okropne jak pani może obrażać mój dom. A co do rodziny to mam normalną, Marlen jest dla mnie jak matka, mam wspaniałych czterech braci i młodszą siostrzyczkę Amy, inni to tak jak by moi kuzyni. Ciężko mi powiedzieć to, ale pani Kodra to jak ciotka, mam tu wspaniałą rodzinę - prawię na nią krzyczę 
-Dobrze, więc ja przyjdę jutro po Amy do widzenia - wstaje i wychodzi
Amy pobiegła do pokoju, a mnie zatrzymała Marlen.
-Wiesz Harry jestem z ciebie dumna, że tak o nas mówiłeś i o tym budynku, ale jestem też zła bo miałeś niepowtarzalną okazję, aby się stąd wyrwać, a ty ją straciłeś - powiedziała Marlen
-Tylko, że ja nie chce stąd iść - mówię
-Widzisz nigdy ci o tym nie mówiłam, ale ja kiedyś jako mała dziewczynka trafiłam właśnie do tego ośrodka. Nikt nigdy nie chciał mnie adoptować. Zawsze byłam gorsza, brzydsza i bardziej niegrzeczna od innych dziewczynek. Jak wiesz w wieku 20 lat z domu dziecka się wylatuje do pracy i do własnego domu lub na studia do akademika, a ja gdy miałam 20 lat postanowiłam tu zostać i od tamtej chwili tu jestem jako opiekun sierot. Ja chcę Harry, abyś miał dom taki normalny, byś nie musiał tu dłużej siedzieć. Jesteś naprawdę wspaniałym, młodym facetem i zasługujesz na najlepsze, dlatego obiecaj mi, że jak się nadarzy okazja abyś miał dom to ją przyjmiesz - Marlen płacze i trzyma mnie za rękę
-No ale Marlen... - zaczynam mówić
-Obiecaj mi Harry - prosi mnie
-Obiecuję - patrzę na nią jak na matkę i po prostu ją przytulam na co odwzajemnia mój uścisk i mnie z niego nie puszcza.
Po tej rozmowie idę do pokoju do chłopaków i Amy. Widzę radość na twarzy młodej co oznacza, że ona chce iść z tą rudą babą. To jest przytłaczająca wieść, bo ona coś dla mnie znaczy, nie wiem co, ale wiem że jest dla mnie ważna. Siadam koło nich cały czas rozmawiają, a ja myślę o tym co mówiła Marlen, obiecałem jej to, ale i tak wiem, że nikt mnie nie będzie chciał.
-Harry! - krzyknął Niall
-Tak...co? - spytałem wyrwany z przemyśleń
-Po co tam poszedłeś? - zapytał Niall
-Chciała mnie wziąć, ale się nie zgodziłem - mówię
-Wow chciałeś zostać z nami, podziwiam to - mówi Liam
-Ta fajnie - potakuje
Gdy się kładziemy nie mogę usnąć. Myślę o dzieciach i nastolatkach którzy mają rodziców, ale uświadamiam sobie, że ja mam Marlen. Nie wiadomo kiedy łzy spływają mi po policzkach, a z ust wydobywa się szloch. Nie zdając sobie sprawy z tego, że Zayn nie śpi i to słyszy wspominam swoje życie, nędzne życie nadal z płaczem. Zdaje sobie sprawę, że się zmieniłem. Z bolącą głową od płaczu usypiam już trochę późno. Koło południa, gdy zostaję sam w pokoju bo chłopcy idą na lekcje zostaje ze mną Zayn.
-Stary co jest? - pyta
-E nic takiego - mówię pod nosem
-Słyszałem jak płakałeś, coś musi się dziać - kładzie mi rękę na ramieniu 
-Chciałbym mieć rodziców i tyle, ale tylko czasami tak chcę, nie chcę aby Amy stąd odeszła stary - wyznaje mu
-Nikt nie chce, ale będzie miała lepsze życie, nam się nie udało, ale jej tak - Zayn ma całkowita rację
Około piętnastej to rude babsko tu przyszło i zabrało moją małą siostrzyczkę. Bez niej  jest jakoś inaczej puściej. Wyszedłem sobie na spacer zostawiając telefon w domu , dużo dało mi świeże powietrze, dużo też myślałem i wiem, że dobrze się stało. Nie zdążyłem się pożegnać z Amy i nawet nie wiem gdzie ona teraz ,,mieszka". Jak by nie patrzeć znajdę ją bo muszę wiedzieć co będzie się z nią dziać. Po powrocie chłopaki powiedzieli, że dostałem sms'a.
  
Mówiąc chłopakom gdzie idę spoglądam na zegarek i wychodzę z pośpiechem.



. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

                Więc jak będzie 5 kom dodam następny rozdział

sobota, 21 marca 2015

Libster Blog Awards

1.Podjęła byś się związku na odległość?

 Myślę, że raczej nie chyba że bardzo bym kogoś kochała ^-^

2.Kim się inspirujesz?

 Myślę że nie mam takiej osoby

3.Jesteś otwarta na krytykę?

Raczej tak 

4.Wolisz typowego Bad Boy'a czy grzecznego, uroczego chłopaka z grzywką?

Bad Boy byłby super ale taki grzeczny ułożony chłopak tez jest mega no i on tez morze być troszkę niegrzeczny. Więc raczej grzeczniutkiego słodziaka bym wybrała. ^-^

5.Posiadasz drugie imię? Jak tak to jakie?

Nie posiadam

6.Twoja ulubiona piosenka?

Mam kilka:

-Chasing cars

-More than this

-Story of my life

-You&I

-Night Changes

7.Co cię ostatnio rozbawiło?

Hmm więc na pewno rozbawiły mnie imiona w książce After po prostu okropne  

8.Masz rodzeństwo?

Niestety nie

 

                        Moje pytania

            1.Twój ideał chłopaka?

         2.Jakie masz hobby?

         3.Co robisz kiedy nie masz weny?

        4.Ulubiona piosenka?

        5.Kiedy napisałaś swoje pierwsze FF?

        6.Ulubiony aktor/aktorka?

        7.Masz zwierzę? Jak tak to jakie?    


 Ja nominuję:

 http://secret-neymar-ff.blogspot.com/

http://niewierne-uczucia.blogspot.com/

http://spotkanie-po-koncercie-1d.blogspot.com/

poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział 3

-Co się stało mała? - spytałem
-Mój tatuś i moja mamusia obiecali, że po mnie przyjdą - wyłkała
-A gdzie oni są? - zaciekawiło mnie to
-Poszli do sklepu, a ja miałam tu na nich czekać - powiedziała mała
-Jak się nazywasz? I czy masz do nich numer telefonu? Kiedy mieli po ciebie przyjść? - zadawałem masę pytań
-Jestem Amy Lee. Mam numer tylko do taty. Mieli po mnie przyjść godzinę temu. - powiedziała dziewczynka 
-Ja jestem Harry, Harry Styles. Możesz dać mi swój telefon? - powiedziałem
-Tak - powiedziała Amy
Wziąłem jej telefon i znalazłem w kontaktach ,,Tata".            Kliknąłem w zieloną słuchawkę i zadzwoniłem.
,,Rozmowa telefoniczna''
-Słucham? - odezwał się nieznajomy męski głos
-Czy mam przyjemność rozmawiać z tatą Amy? - spytałem
-Nie, jestem lekarzem nazywam się Tommy Levis - powiedział
-Jak to lekarzem o co chodzi? - zapytałem
-Kris Lee wraz z żoną mieli wypadek wpadli pod samochód pijanego kierowcy. Kobieta zmarła w drodze do szpitala, a mężczyzna trafił na nasz oddział - poinformował mnie
-Boże, a co z ich córką? Siedzi koło mnie co mam zrobić? - chciałem wiedzieć
-przepraszam nie mogę rozmawiać właśnie spada nam ciśnienie pana Krisa - powiedział 
Rozłączyłem się. Nie wiedziałem co mam powiedzieć małej.
-Harry o co chodziło? - spytała się mnie 
-Wiesz mała tatuś jest w szpitalu, a mamusia jest już w niebie - tłumaczyłem jak to dzieciom
Amy zaczęła płakać. Przytuliłem ją.
-Harry co ty robisz? Musimy już iść - zawołał do mnie Liam
Wziąłem małą za rękę i dołączyliśmy do idących chłopaków. Spojrzeli się dziwnie na mnie i na Amy, ale nic się nie pytali. Zaprowadziłem Amy do Marlen i wszystko wyjaśniłem. Jak poszliśmy do pokoju to opowiedziałem wszystko chłopakom.
-Czyli może niedługo zostanie u nas skoro jest źle z jej ojcem - wygłosił swoją hipotezę Niall 
-Może... - odpowiedziałem zamyślony
Po północy poszliśmy spać. Około 6:00 zadzwonił telefon Amy który miałem w kieszeni u spodni wiszących na krześle.
Zdążyłem odebrać przed ostatnim sygnałem.
-Słucham? - spytałem pół przytomny
-Dzień dobry to ja lekarz Tommy Levis - przywitał i przedstawił się
-Czy coś się stało? - szybko oprzytomniałem
-Musze pana poinformować, że godzinę temu Kris Lee odszedł na tamten świat. A wracając do dziecka państwa Lee, to czy pan jest jakąś rodziną u której mogła by mieszkać Amy Lee? - zapytał
-Nie, ja jestem z sierocińca, w którym Amy teraz przebywa, zobaczyłem ją jak płacze i tak ją poznałem - odpowiedziałem mu
-Czy Amy mogła by zostać w tym domu dziecka? - zainteresował się
-Tak. Dziękuję za informacje - podziękowałem
Po rozmowie poszedłem jeszcze spać bo jest sobota i można poleniuchować. Obudził mnie śpiew Louis'a który chciał to osiągnąć.
-Wstawaj Harry dziś sobota fajny dzień - wykrzykną Niall
Uśmiechnąłem się, ale zaraz przypomniałem sobie poranną rozmowę.
-Muszę wam powiedzieć, że dzisiaj rozmawiałem z lekarzem    -powiedziałem
-I co? - Liam
-Ojciec Amy nie żyje - poinformowałem ich
Siedzieliśmy przygnębieni, aż weszła Marlen i Amy. Marlen od razu zauważyła nasze miny i wiedziała o co chodzi.
-Cześć - powiedziała uśmiechnięta Amy
-Cześć! - powiedzieliśmy wszyscy chórem
-Coś się stało? - zapytała z zaniepokojoną miną
-Eh... - nie wiedziałem jak to jej powiedzieć, była uśmiechnięta i nie chciałem popsuć jej humoru. Wszyscy patrzyli się na mnie Niall, Zayn, Liam, Louis, Marlen no i oczywiście Amy.
-Harry... - spoważniała, znikł jej śliczny uśmiech
-Amy...twój... - nie mogłem jej tego powiedzieć
Spojrzała się na mnie swoimi pięknymi oczami. Mimo tego musiałem jej to powiedzieć.
-Amy twój tata...twój tata nie...żyje... - wykrztusiłem to z siebie
Spojrzałem na nią, gdy po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Amy, mała przykro mi - podszedłem do niej, kucnąłem i mocną ją przytuliłem
-Mogę z tobą zostać? - spytała przez łzy
-Zawsze - odpowiedziałem

~~~~~~~~ . . . . . . . . ~~~~~~~~

-Robis musisz zacząć ich obserwować - powiedział Albus
-A to już wiesz gdzie są? - spytał sie Robis
-Tak. Musisz ich pilnować bo przeczuwam niebezpieczeństwo  - z zaniepokojoną miną stwierdził Albus
-Dobrze - odpowiedział Robis
-Wiesz mam wielkie przeczucie, że komuś się coś stanie - powiedział
-W takim razie trzeba szybko działać - powiedział z gotowością do pracy Robis



. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
Więc to już trzeci dam może w czwartek. Dziękuję naprawdę za komentarze pod tamtymi postami no i za wyświetlenia. 

środa, 11 marca 2015

                             Rozdział 2

-Robis zrób mi kawy - rozkazałem mojemu słudze i opiekunowi domu
-Oczywiście zaraz będzie gotowa - odpowiedział mi czyli Albusowi.
Musiałem napić się kawy bo już jestem zmęczony ciągłą pracą. Szukam pięciu chłopaków którzy są nieszczęśliwi w sierocińcu, a ja chcę aby byli oni szczęśliwi dlatego chcę ich zabrać do swojego domu tylko muszę najpierw ich odnaleźć.

                                              ~~~~~~~~ . . . . . . . . ~~~~~~~~

-Wstawaj śpiochu! Już pora - usłyszałem głos Marlen
-No już, zaraz - mętnym głosem jej powiedziałem
-Za pół godziny przyjeżdża nowy do was i ty go oprowadzisz  -  poinformowała mnie 
Gdy wstałem, zjadłem śniadanie i przygotowałem się poszedłem na dół do holu, gdzie 
czekał nowy. Moim pierwszym wrażeniem to jest wow!!! Jaki buntownik. Może będzie on moim przyjacielem.

-Cześć jestem Harry - przedstawiłem się tak jak mnie uczono
-Cześć Zayn jestem - odparł chyba nieśmiało
-No więc chodź do pokoju zostawić rzeczy - zaprosiłem go
Poszliśmy do pokoju, obejrzał go i zostawił swoje rzeczy.
-Opowiedz coś o sobie - zachęciłem go do rozmowy
-No więc mam 17 lat, jestem muzułmańskiego wyznania i zajebiście kocham tatuaże, kolczyki i no po prostu Bad Boy - powiedział to z takim zamiłowaniem i pasją
-Też kocham tatuaże. Dobra to ja mam 16 lat i szczerze to jestem leniwy i nudny - powiedziałem
-Wątpię, wiesz mam nadzieję, że będziemy przyjaciółmi - powiedział Zayn
-Tak będzie - odpowiedziałem
Poszliśmy na obiad, a po obiedzie do pokoju. I tak jak myślałem oni tam byli.
-Cześć Louis jestem - powiedział do Zayn'a
-Jestem Zayn i jeśli chodzi o opowiedzenie o sobie to kocham kolczyki, tatuaże jestem Bad Boy i mam 17 lat - opowiedział im
-Więc tak jak mówiłem jestem Louis, mam 19 lat, uwielbiam marchewki no i zawsze mam poczucie humoru - opowiedział to czego ja nie wiedziałem
Może dowiem się czegoś jeszcze.
-On jest też głupi. Ja jestem Niall, mam 17 lat, kocham jeść i spać, śmiać się też - to co powiedział akurat wiedziałem
-Nazywam się Liam Payne, mam 17 lat, jestem strasznym przytulakiem i to ja tu pilnuje porządku, jestem najbardziej dojrzały i opiekuńczy. A co lubię? Nie wiem tak do końca - odparł
To akurat po nim widać jaki jest.
-Widzę, że trafiło mi się fajne towarzystwo - powiedział Zayn
Tak minął nam dzień i wieczór na rozmowie, a tak naprawdę ja nie rozmawiałem tylko pisałem piosenkę. Po północy poszedłem spać. Oni chyba też ale nie wiem.
Rano jakoś po 6:00.
Wstałem i zauważyłem jak zawsze Louis jest w łazience.
-Jak się spało? - spytał się Zayn
-Nawet dobrze, a tobie - odpowiedziałem spytałem, a co to za różnica
-Nawet, oczywiście to była pierwsza noc więc nie mogłem usnąć - powiedział 
Louis wyszedł z łazienki.
-No wreszcie - burknąłem
-Idź loczek do łazienki - powiedział żartownie Louis
Podczas kąpieli coś mnie tchnęło, czemu? Mieszkałem z trzema naprawdę fajnymi, ciekawymi chłopakami teraz mieszkam z czterema i nie wiem za co ich nie lubiłem. Gdy wyszedłem z łazienki poszedłem do nich.
-Wiecie chłopaki sory, za to, że was nie lubiłem i wiem, że teraz chcę trzymać z wami - powiedziałem trochę bez odwagi
Uściskaliśmy się z chłopakami.
-Jest już 7:10 za 15 minut śniadanie - poinformował nas Liam
-Powiem ci, że bardzo ładnie piszesz - z uśmiechem na twarzy odparł Louis
-Żartujesz, czytałeś moje teksty? - zezłościłem się, ale to było pewne, że on znajdzie
-Don't let me, don't let me, don't let me go - zaczął śpiewać Louis
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Ktoś zapukał do drzwi.
-To Marlen woła nas na śniadanie - uradowany Niall już pobiegł do drzwi. Otworzył je i wypadł jak strzała.
-Boże Niall spokojnie, Louis uśmiechnięty jak zawsze, Liam spokojny, a Harry co ty tak wcześnie no przynajmniej sie nie spóźnisz i Zayn nowy w rodzinie. Jestem Marlen i jestem waszą opiekunką - powiedziała
-Nie opiekunką tylko wychowawczynią - powiedziałem jej po raz setny
Po śniadaniu czas na pójście na lekcje. 
W czasie lekcji Zayn cały czas śmiał się z Louis'em. Lecz ja, aby siedziałem i słuchałem. Po chwili nauczycielka ich upomniała więc się uspokoili. Po lekcjach od razu poszedłem do pokoju odrabiać lekcje. Niestety weszli chłopcy: Niall, Zayn, Liam i Louis.
-Ej Harry! Chodź pograć w nogę, a nie siedzisz ciągle przy tych książkach - powiedział Zayn
-No nwm... - powiedziałem znudzony
-Stary dajesz - powiedział głośno i radośnie Nialli
Po dłuższych namowach zgodziłem się i poszedłem. Było nawet super. Graliśmy z dobre cztery godziny. Nagle zauważyłem małą płaczącą dziewczynkę która siedziała na huśtawce. Podeszłem do niej.

 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Ok więc już drugi rozdział jest. Dziękuję za komentarze i bardzo to doceniam. Jeszcze nie wiem kiedy będzie trzeci rozdział ale postaram się jak najszybciej go dodać. Chcę też podziękować mojej przyjaciółce za pomoc w pisaniu tego rozdziału a tak dokładnie końcówki.


poniedziałek, 9 marca 2015

Bohaterowie 2



                                                               Robis - Justin Timberlake
24-letni mężczyzna. Miły i spokojny chodź trochę dziwny gdy coś się dzieje obok chłopaków zawsze tam jest, nie zdradza swojej tożsamości.

                                                              Albus - Jackie Chan
To 56-letni przyszły opiekun chłopców. Opiekuńczy, wspaniały człowiek. Chłopaki uważają go za tajemniczego ale i tak go lubią a on ich po prostu uwielbia.


                                                 Mama Harry'ego - Anne Twist (Cox)
36-letnia miła osoba lecz po przejściach. Kocha swojego syna wie że on jej niczego nie wybaczy i to ją strasznie boli, ale myśli, że wszystko się ułoży tylko Harry potrzebuje czasu. Jest czuła i opiekuńcza ale jej syn w niej tego nie dostrzega tylko jej po prostu nienawidzi za porzucenie i wszystkie inne kłamstwa.




                                                     Lizzy Johnson - Tiffany Thornton
Siedemnastoletnia dziewczyna. Jest ona także sierotą tylko z innego domu dziecka. W sierocińcu gdzie są chłopaki widywana jest bardzo często ponieważ ma tam przyjaciółki.Jest sympatyczną osobą ale bardzo wymagającą. Jako pierwszego poznaje Harry'ego i od razu się zakochuje. Liczy na prawdziwa miłość która nie trwa długo. Lubi przyjaciół Harry'ego lecz najbardziej nie przepada za Niall'em. Gdy zostaje zraniona zawsze jest przy niej Niall którego zaczyna lubić. 


Rebecca Stone - Naomi Scott
Urocza 16-latka. Była dziewczyna Harry'ego. Skrzywdzona przez los kilka razy. Większość złych rzeczy zarzuca swojemu byłemu. Najbardziej w sobie nie lubi że za bardzo ufa ludziom którzy na to nie zasługują. Od nieudanego związku z Harrym jest niedowartościowana.